Wiosna po szwedzku

Przytrafił nam się taki szybki wypad do Karlskrone i z powrotem. I wyobraźcie sobie, że nie wzięłam aparatu - zamroczyło mnie chyba. No ale kredki wzięłam. Notatnik wzięłam. Nawet jeden pędzelek. Czyli prawie podstawowy zestaw, który mam zawsze przy sobie. Prawie, bo bez "fotobudki" :/

I jechaliśmy, jechaliśmy przez polskie równiny, a oczy się cieszyły od świeżej zieleniny.

Nie to, co w Szwecji...

Share this:

, , , , , , , , , ,

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz